Month: Marzec 2013

Od bohatera do trenera (i z powrotem)

Wojtku,

Bardzo cenne spostrzeżenia! Podpisuję się obiema rękami, choć lewą gorzej, bom praworęczny 😉

Tak właśnie chciałbym widzieć funkcjonowanie firmy, zarówno tej w której pracuję, jak i innych. Brzmi to rewelacyjnie, nic tylko „pstryk!” – i robimy! Ja trenuję, inspiruję, pomagam, zaś moi zawodnicy – ludzie potrafiący grać – strzelają gole. Mistrzostwo świata jest o wyciągnięcie ręki!

Skoro to tak łatwe, to dlaczego przegraliśmy z Ukrainą 1:3?
Pokuszę się o diagnozę. Nazywa się ona: kultura organizacji.

. . .

Zabrać kubek z laptopa

Mateuszu,

pytasz „jak grać?”. Odpowiedź jest prosta: zespołowo. Zabawne, bo pojawiają mi się w głowie same analogie do futbolu… Tym bardziej, że nasze chłopaki nie grały w piątek z Ukrainą zespołowo. I wyszło jak wyszło :/

Wyobraź sobie, że nie jesteś właścicielem firmy, tylko trenerem. Masz jedenastu pracowników. Chcesz, żeby byli szybcy, czujni, waleczni, inteligentni. Każdy z nich ma prezentować pewien poziom umiejętności i znajomość zasad gry na swojej pozycji. Macie stanowić zespół, dobrze się komunikować i realizować plan. Ty, jako trener, masz mieć pomysł na grę i sprytny plan jego realizacji. Musisz umieć go przekazać Twoim ludziom w prosty i zrozumiały sposób i mieć świadomość, że mecz może wygrać tylko zespół. Nie pojedyncze gwiazdy, nie napastnik, nie trener. Zespół.

. . .

Być jak Franciszek Smuda

Wojtku,

Połechtałeś mnie tą Smudą, że teraz sypiać nie mogę! 🙂 Z jednej strony zastanawiam się, czy powinienem się z takiego porównania cieszyć, czy się obrazić …, z drugiej zaś próbuję zdefiniować, jak wybieram konsultanta. Bo nie masz racji, mówiąc że podchodzę sceptycznie do wartości pracy doradcy. Bardzo ją cenię, ale – jak wiesz – nie lubię przepłacać 😉

Jak więc dokonuję wyboru?

! Precyzuję potrzebę. Nie ryzykuję tym samym płacenia za zbędne porady. Sęk w tym, że czasem nie do końca wiem, gdzie leży problem, lub nie dostrzegam jego właściwej istoty. Staram się wówczas porozmawiać z kilkoma osobami z zewnątrz firmy, posłuchać ich opinii i skonfrontować je. Dopiero potem…

. . .

Wartość pracy doradcy

Drogi Mateuszu,

widzę, że podchodzisz do wartości pracy doradcy cokolwiek sceptycznie …

Pytasz, skąd masz wiedzieć, ile zapłacić doradcy, za co i co jest wartością jego pracy? Zanim odpowiem, muszę zapytać: Co chcesz osiągnąć jako przedsiębiorca? Jaki masz cel? Jeżeli Twój cel jest precyzyjny, uważam, że łatwo przyjdzie Ci ocenić, za co płacisz i ile. Tak samo dzieje się w przypadku opisanej przez Ciebie inwestycji w maszyny. Robisz założenia, masz cel. Jak sam napisałeś – można go zmierzyć i zważyć. Uważam, że z punktu widzenia rozwoju Twojego biznesu  inwestowanie w maszyny jest tak samo ważne jak inwestowanie w doradztwo. Mówisz, że doradca nie daje gwarancji. A ten, od kogo wynajmujesz te maszyny, daje gwarancje, że Twój rynek się nie załamie, że skutecznie zdobędziesz klientów i że kupią Twoje produkty i usługi?

. . .

Gdzie ta wartość?!

Drogi Wojtku,

hmm… Ten zwrot od razu daje do myślenia ;). Już śpieszę wyjaśnić co mi chodzi po głowie.

Napisałeś w swym ostatnim liście, że doradztwo należy traktować jako inwestycję. Zgadzam się. Inwestycja to – zgodnie z definicją – nakłady ponoszone na budowanie potencjału niezbędnego do zarabiania w przyszłości. Czyli: produkuję guziki na które jest popyt. Chcę ich produkować zatem więcej, kupuję więc nową, wydajniejszą maszynę. Kosztuje ona określoną sumę pieniędzy, ale wiem, że gdy je wydam, będę produkował guziki lepszej jakości, szybciej i taniej, więc gdy sprzedam ich określoną ilość, pieniądze zainwestowane zwrócą się, a później zacznę zarabiać.

. . .