O potrzebie bycia sprytnym

Mateuszu,

byłem niedawno na nieformalnym spotkaniu mojego dawnego zespołu. Jak to zazwyczaj na „domówkach” bywa, staliśmy i gawędziliśmy sobie w kuchni, przeskakując z tematu na temat. W pewnym momencie rozmowa zeszła na nowe modele biznesowe, cięcie kosztów, optymalizację. Takie tam konsultanckie gadanie. Chcąc nie chcąc poruszyłem temat „design thinking”. Użyłem tego sformułowania celowo, choć – przyznam – po raz kolejny poczułem dyskomfort. Po angielsku brzmi ono całkiem zgrabnie, jednak w języku polgielskim zamienia się w małego pokraka językowego, zamkniętego w piwnicy razem z „apdejtowaniem”, „kejsem”, „targetowaniem” i innymi podobnymi. Miałem jednak nadzieję, że w ten sposób łatwiej i szybciej dotrę z przekazem do odbiorcy rozumiejącego precyzję angielskiego określenia. Udało się, choć nie do końca. Były osoby, które, słysząc słowo „dizajn” krzywiły się lekko, a w ich oczach widziałem proste podsumowanie mojego wywodu, które można zawrzeć w jednym zdaniu: „Ten Wojtek, to zawsze jakiś taki dziwny był i nigdy nie było wiadomo, czym się zajmuje …”.

Proces
Design. Mnie też to słowo kiedyś napawało obawą. Design kojarzył mi się z pompatycznymi i aroganckimi wielkomiejskimi produktami i ich twórcami, a także ze sklepami, których z zasady nie odwiedzam, bo boję się, że każda ze sprzedawanych tam rzeczy kosztuje niebotyczne pieniądze i jest przeznaczona dla konesera albo snoba. Całe szczęście, design thinking ma z tak rozumianym designem niewiele wspólnego. 

Design thinking (czyli po polsku „myślenie projektowe”) jako popularne pojęcie pojawiło się „na Zachodzie“ ponad 10 lat temu. Coraz większą falą płynie do nas, przede wszystkim via Niemcy, Holandia i Wielka Brytania. Ma kilka założeń, wśród których nie znajdziemy sztuki dla sztuki, tylko zdroworozsądkowy biznesowy konkret z myślą przewodnią, którą ja odczytuję na moje własne potrzeby jako: przedsiębiorco, dopasuj się sprytnie do szybko zmieniającego się rynku. Żebyś mógł to zrobić, potrzebujesz ram działania. Spójrz jak pracują projektanci i zacznij działać podobnie. Zdefiniuj problem. Próbuj wczuć się w sytuację Twojego klienta. Obserwuj. Zrozum, że ogromna wiedza jest zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz firmy. Zacznij z niej korzystać. Twórz szybko i testuj. Rób i poprawiaj. Nie bój się błędu. Przede wszystkim nie bój się kwestionować dotychczasowego porządku. Skończ z myśleniem” ja wiem lepiej” i „zawsze tak robiliśmy”.

zdjęcie

Wyjść zza biurka
Przedsiębiorców, zwłaszcza w Polsce, nie stać dziś na duże inwestycje rozciągnięte w czasie. Muszą nauczyć się w większym stopniu wykorzystywać swój potencjał, reagować szybciej, być w większym stopniu otwarci na zmianę. Duże organizacje to takie duże statki. W tych organizacjach – z uwagi na rozproszony system decyzyjny, procesy i departamenty zakorzenione w strukturze i paradoksalnie często nieefektywną komunikację – wszystko dzieje się wolniej, inercja jest większa, a „wyjście z portu” zajmuje więcej czasu. Małe organizacje są szybsze, zwrotniejsze, mają „mniejsze zanurzenie” i mogą dzięki temu szybciej osiągnąć cel. Mniejsze firmy są w mojej opinii niejako predestynowane do takiego działania.

Te mniejsze firmy w Polsce potrzebują jednak często generalnego remontu, impulsu do zmiany i zastrzyku innowacyjności. W myśleniu i działaniu. Wykorzystanie podejścia projektowego może być jednym z narzędzi ułatwiających ten remont.

Design thinking to, w moim pojęciu, pewna postawa, charakteryzująca się otwartością na „wyjście zza biurka”, spojrzenie krytycznym okiem na problem, połączone z dużym ładunkiem inteligencji emocjonalnej i empatii, ujarzmione w zdroworozsądkowy, technicznie precyzyjny proces, który ma swoje ramy i cel. Nie myślmy, że rozwiąże nam ono za jednym zamachem wszystkie nasze problemy. Jednak  – odpowiednio wykorzystane –  tworzy stabilny fundament do zbudowania przewagi konkurencyjnej i może naprawdę pomóc firmie, organizacji, czy instytucji. Zwłaszcza małej i średniej.

Szansa
Dziś tylko elastyczne dopasowanie do rzeczywistości otaczającej firmę może zapewnić jej rozwój. Firma, która dopasowuje się do realiów rynkowych i chce trwać, wyróżniając się, powinna zacząć myśleć i działać …właśnie „sprytniej” – być bardziej otwarta na zmianę, elastyczna, wykorzystująca każdy potencjał i nadarzającą się szansę. To – rzecz jasna – wymaga pewnych założeń. W Polsce, gdzie kultura organizacyjna jest naznaczona stygmatem patriarchatu, wdrożenie myślenia projektowego wymaga otwartości właściciela firmy. Pisałem o niej. Ty pisałeś o przekształcaniu pracowników z armii w zespoły. Jeżeli zestawimy jedno z drugim i dołożymy do tego elementy myślenia projektowego, w firmie pojawi się szansa na pozytywną zmianę. W podejściu pracowników do pracy, myśleniu, zarządzaniu, marketingu, wprowadzaniu na rynek produktów i świadczeniu usług.

W moim pojęciu MSP nadają się do tego idealnie.

Pozdrowienia,

W