Tag : Marka

Wykorzystaj zmianę pokoleniową

Mateuszu,

Jak wiesz, zakończył się pierwszy etap projektu „Kody wartości – Efektywna sukcesja w firmach rodzinnych”. Spotkania i warsztaty z nestorami i sukcesorami firm wywołały u mnie parę refleksji. Jedną z nich – dotyczącą marki firmy rodzinnej – chciałbym się z Tobą podzielić.

Konflikt pokoleń?
Sukcesja to tak naprawdę potężna zmiana mentalna w firmie rodzinnej, często też pierwsza. Ma wpływ na wszystkich interesariuszy firmy – jej pracowników, ale też klientów, dostawców, inwestorów. Jednak główni bohaterowie procesu sukcesyjnego to dwie grupy. Po jednej stronie sceny stoi nestor-rodzic-założyciel, który zbudował firmę według własnego modelu wartości, do którego był i jest przekonany po dziś dzień. Można powiedzieć, że stworzył firmę na swój obraz i podobieństwo. Chciał, żeby firma taka była. I jest często przekonany, że w tym modelu nic nie należy zmieniać. . . .

Świat to za mało

Mateuszu,

Z ciekawością przeczytałem Twój wpis o wyjściu biznesu poza Polskę. Tak sobie myślę, że przyczyna tego, że nasze firmy nie istnieją masowo zagranicą, ma swoje korzenie w decyzjach, które właściciele podejmowali kilkanaście lat temu. Decyzjach o produkcji dla zagranicznych brandów w charakterze podwykonawcy. Przykładem na to jest przywoływana często przez media „potęga polskiego meblarstwa”, która w rzeczywistości nie jest napędzana popytem wewnętrznym, ale … zamówieniami firm zagranicznych. Kiedyś odwiedzałem halę produkcyjna i magazyny jednej takiej firmy. Produkowała dla Duńczyków. W magazynie piętrzyły się kartony wypełnione zamówionymi sofami. Wszystkie, nie dosyć, że były oznakowane logo duńskiego kontrahenta, to jeszcze miały nalepki „made in Denmark”. Masakra, pomyślałem. . . .

Zaistnieć poza Polską

Wojtku,

Podczas dyskusji pod jednym z naszych wpisów, czytelniczka poruszyła kwestię zaistnienia polskich firm poza naszym krajem.  Wprawdzie mówiliśmy wówczas o nazwach firm, ale temat jest nieco głębszy.

Wszędzie dobrze, a nas tam nie ma
Zastanawiałeś się może nad tym, dlaczego tak niewiele polskich firm robi karierę na światowych rynkach? Mija prawie ćwierć wieku od otwarcia się naszej gospodarki na świat, a jak dotąd nie widać za bardzo spektakularnych sukcesów polskich firm za granicą. Nie twierdzę tu, że nie prowadzimy z sukcesem biznesu na rynkach zagranicznych, o nie! Widać coraz wyraźniej, że eksport staje się ważnym filarem naszej gospodarki. I już nie eksport węgla, stali czy zbóż, lecz coraz bardziej przetworzonych produktów. Dobrze świadczy to o rozwoju polskiej gospodarki i o naszych firmach. Jest jednak jedno ale…
. . .

Kowalski być wielki świat

Wojtku,

widać, że wolny czas sprzyjał Twoim przemyśleniom oraz długości wpisu 😉
Przeczytałem go jednak bez znużenia, bo mówisz o ważnych sprawach.

Niech zgadnę: długiego weekendu nie spędziłeś w Rostocku czy innym wschodnioniemieckim mieście? Tak podejrzewam, bo sądzę, że tam nie napotkałbyś zapewne tylu rodzinnych przedsiębiorców, podpisujących się swoim nazwiskiem. Czyżby to znowu wpływ siły, która kształtowała Europę przez pięćdziesiąt lat?

. . .

Twoja firma to Ty

Mateuszu,

przepraszam Cię, nie odzywałem się przez chwilę. Miałem ograniczony dostęp do sieci – byłem „zagranico” i teraz nadrabiam, chcąc podzielić się z Tobą paroma spostrzeżeniami.
Weekend majowy spędziłem na północy Niemiec. Wędrówki ulicami hanzeatyckich miasteczek poprzedzałem pobieżną lekturą małych niby-przewodników, w których oprócz informacji dotyczących historii, kultury i możliwości spędzania wolnego czasu, znajdowałem dziesiątki zaproszeń do odwiedzenia przeróżnych knajpek, wędzarni, hotelików, zakładów fryzjerskich i innych miejsc, w których mógłbym zostawić pieniądze. Niby banał. Reklama. A jednak …

. . .

O współpracy – współtworzeniu

Panowie,

Przeczytałem po kilka razy Wasze maile. Czuję się lekko rozdarty. Z jednej strony utożsamiam się po części ze spojrzeniem każdego z Was. Z drugiej jednak czuję, że gdybyście mieli współpracować, szału by nie było

Moja prawda jest mojsza
W ramach studiów podyplomowych o innowacyjnym zarządzaniu marką zaprojektowałem i poprowadziłem zajęcia pt. „Współpraca – współtworzenie”. Po latach obserwacji i praktyki doszedłem do wniosku, że taki przedmiot jest potrzebny. Pomyślałem sobie, że jego sens i wartość leży w znalezieniu wspólnego mianownika między patrzeniem i rozumieniem wykonawcy jakiegoś zadania – niech będzie grafika, doradcy, czy innego konsultanta – a jego zleceniodawcą.

. . .