Zaistnieć poza Polską

Wojtku,

Podczas dyskusji pod jednym z naszych wpisów, czytelniczka poruszyła kwestię zaistnienia polskich firm poza naszym krajem.  Wprawdzie mówiliśmy wówczas o nazwach firm, ale temat jest nieco głębszy.

Wszędzie dobrze, a nas tam nie ma
Zastanawiałeś się może nad tym, dlaczego tak niewiele polskich firm robi karierę na światowych rynkach? Mija prawie ćwierć wieku od otwarcia się naszej gospodarki na świat, a jak dotąd nie widać za bardzo spektakularnych sukcesów polskich firm za granicą. Nie twierdzę tu, że nie prowadzimy z sukcesem biznesu na rynkach zagranicznych, o nie! Widać coraz wyraźniej, że eksport staje się ważnym filarem naszej gospodarki. I już nie eksport węgla, stali czy zbóż, lecz coraz bardziej przetworzonych produktów. Dobrze świadczy to o rozwoju polskiej gospodarki i o naszych firmach. Jest jednak jedno ale…

Gdzie jest polski Skype?
Pomimo, iż nasze produkty dorównują już jakością (a często nawet przewyższają) produkty „zachodnie”, z markami jest już gorzej. Ze świecą, póki co, szukać marek wywodzących się z naszego kraju, które znane byłyby tak powszechnie jak np. komunikator Skype. Jak wiemy, powstał on w Estonii w 2003 roku. A przecież kraj ten wyswobodził się później niż Polska, zaś gospodarka jest kilkukrotnie mniejsza od naszej. Dlaczego więc nie Gadu-gadu, a Skype rządzi?  Mam swoją osobistą teorię na ten temat.

Za mało kreatywności?
Czyżby brakowało nam świeżych pomysłów? Czy jesteśmy niezbyt rozgarnięci i nie doganiamy świata? Nie sądzę. Polacy zawsze byli i są pomysłowym narodem. Stymulowały nas czynniki, których bogaty i zasobny świat nie doświadczał.  Nasza historia i teraźniejszość zna wielu wybitnych wynalazców, konstruktorów i przedsiębiorców. Myślę, że dobrych pomysłów to nam nie brakuje. Nie brak nam też odwagi i nie wydaje mi się, byśmy mieli kompleksy. Dziś już nie.

ex078839Za dużo Polaków!
Uważam, że główną przyczyną braku „polskiego Skype-a” jest – paradoksalnie – duży rynek wewnętrzny. Kiedy przedsiębiorczy człowiek w takiej Estonii chce zrobić biznes na jako taką skalę, NIE MOŻE brać pod uwagę rynku lokalnego, bo to rynek mniejszy niż Warszawa. Od razu, od początku musi myśleć w kategoriach „internacjonalnych”, a to wymusza inny nieco sposób patrzenia na przedsięwzięcie. Polska droga zazwyczaj wygląda tak: „najpierw powalczymy u siebie (jest tu co robić!), a później pomyślimy o ekspansji”.  Czyli de facto już w fazie kreacji ograniczamy nasze możliwości. Nasz „wielki rynek” staje się słodką pułapką: z jednej strony daje duże możliwości, z drugiej zaś – na dzień dobry nas ogranicza.

Sprechen sie gadu?
Tu odwołam się raz jeszcze ostatni do GG. Przecież komunikator ten powstał trzy lata przed Skype i (za Wikipedią) już pierwszego dnia miał 10 tys. użytkowników! I gdzie jest teraz Gadu a gdzie Skype? Czyżby autorzy popełnili błąd opisany powyżej? A może problemem – w konsekwencji ograniczenia się do rynku lokalnego – była nazwa? Bardzo trafna, ale tylko w Polsce! O tym już pisaliśmy tu. Czyli: myślimy: „rynek = Polska”, projektujemy: „dla Polaków”. O świecie pomyślimy za chwilę. A tym czasem świat nie czeka i od razu wymyśla coś dla całego siebie, a nie dla grupki szczęśliwych wybrańców.

Najpierw jakość, marka później
Może też być tak, że zabija nas troska o jakość i zaniedbanie w komunikacji. Polacy bardzo chyba sobie wzięli do serca niewybredne żarty o „Polnische Wirtschaft”, polskim gospodarzeniu, które było naszą domeną „za komuny”. Tak się staraliśmy i staramy do dziś, że świat (Europa w szczególności), już sobie nie żartuje. Już teraz na poważnie zaczyna obawiać się konkurencji z naszej strony. I dobrze, niech się obawia! Ale w tym samym czasie zaniechaliśmy pracę nad budowaniem marki, nad właściwą komunikacją. Wierzymy, że jakość obroni się sama. Pewnie, obroni się! Ale dlaczego jej w tym nie pomóc, wkładając wysiłek w należytą komunikację i dbałość w kreowanie marek.  Ciągle jest tu wiele do zrobienia.

Świat od zaraz
Jak zatem zaistnieć? Przede wszystkim: planując biznes, od razu adresujmy go do klienta globalnego. Wszak sami też takim jesteśmy. Dlaczego mamy być tylko adresatem, bądźmy też „nadawcą”.  Świat jest dla nas tak otwarty, jak sami tego zechcemy.  A działając, nie czekajmy z budowaniem marki „aż się rozkręci”, lecz róbmy to od samego początku, od pierwszego biznesowego ruchu. Kreujmy ją i dbajmy o nią tak samo, jak dbamy o jakość.

Może wówczas doczekamy się globalnej polskiej marki, którą później kupi Microsoft czy inna Coca Cola 😉

Pozdrawiam

Mateusz